Ladna, prawda? Jedna z moich absolutnie ulubionych, niesamowitych, przepieknych szminek. W pomyslowym opakowaniu, o niesamowitej konsystencji, nienachalnym blysku i pieknym, naturalnym odcienku. Ktos sie pokusi o zgadniecie co to za szminka?
***
I odpowiedź: to Rouge Coco Allure w kolorze Incognito. Te pomadki mają genialną jakość: są kremowe, ale długotrwałe, nie wysuszają ust, są mocno pigmentowane, po prostu bajka. Mają drobinki, ale drobniutkie i nienachalne. Incognito to piękny kolor: naturalny róż z odrobiną brązu, ale raczej chłodny kolor. Pomadka jednocześnie daje błysk i taki jakby "zamszowy" aksamitny efekt. Ta szminka nie daje "błyszczykowego" połysku, jest zdecydowanie bardziej klasyczna. Nie rozmazuje się, mało odbija na szklance itp. Dodatkowo świetne opakowanie - piękne i wyjątkowo wygodne. Gdyby tylko te szminki nie były tak wkurzająco drogie...
środa, 25 stycznia 2012
wtorek, 24 stycznia 2012
Usta Barbie, czyli MAC Lovelorn (lustre)
Mam potworne skłonności do nieprzemyślanego kupowania kosmetyków, więc często bywam niezadowolona. Tym razem jednak do sklepu MAC wybrałam się z konkretnym planem: chcę zakupić polecaną na stronie Truth is Beauty (stronie na temat analizy kolorystycznej) szminkę pasującą do typu urody Light Summer (jasne lato). Na początku byłam bardzo zaskoczona kolorem, bo znałam ją tylko z nazwy i nie szukałam swatchy - ta szminka była ostra, mocna, w kolorze Barbie i byłam troszkę... przerażona. Przetestowałam ją jednak na ustach i całkiem zakochałam się w tym kolorze, mimo że lubię szminki bądź zachowawcze (beże), bądź ostre - czerwone :).
Najpierw jakość: szminka jest lekko błyszcząca, ale nie ma w sobie żadnych drobinek. Nie zachowuje się jak błyszczyk, ale jak klasyczna pomadka: jest mocno pigmentowana. Nigdy nie miałam innej szminki w formule "lustre", ale ta jest naprawdę doskonała.
Trwalosc z zegarkiem w ręku: wytrzymala na ustach 1h 39 min zanim praktycznie "zniknela", ale ja mam tendencje do "zjadania" szminek. Nie wysusza ust, nie "czuję" jej na nich, jest bardzo przyjemna.
To bardzo ciekawy odcień: z jednej strony neutralny, spokojny i spokojnie nadający się do codziennego makijażu, a z drugiej zdecydowanie nie jest to nudna i niewidoczna szminka, mam wrażenie, że Lovelorn potrafi uczynić wyjątkowym bardzo naturalny, świeży makijaż. Wystarczy dodać dobrze wytuszowane rzęsy.
Wady? Po pierwsze jak to zwykle bywa w przypadku MACa - cena. Po drugie - mogłaby utrzymywać się trochę dłużej na ustach. Z drugiej strony jej aplikacja jest tak przyjemna, że może to i dobrze ;)
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Muji, czyli pochwała prostoty
Prostota jest szczytem wyrafinowania, jak powiedział da Vinci. Einstein natomiast twierdził, że życie proste i skromne dobrze służy każdemu, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Od jakiegoś czasu na snobce.pl pojawiają się produkty firmy Muji - japońskiego sprzedawcy szerokiej gamy produktów "codziennego użytku", które cechuje prostota minimalistycznego designu, nacisk na recycling i brak produkcji śmieciowych "resztek", w tym zbędnych opakowań (przynajmniej wg. wikipedii).
Moje kosmetyki kolorowe mieszkają w szufladkach Muji z przeźroczystego tworzywa, które ułożone są jedna na drugiej. Dzięki temu można z łatwością zobaczyć nawet bez otwierania gdzie jest jaki kosmetyk. Szufladki zajmują stosunkowo małomiejsca i moim zdaniem sprawdzają się lepiej niż wszelkie inne pudełka. Muji nie jest drogą firmą, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Wiele blogów i kanałów na youtube jakiś czas temu ogarnęła istna gorączka Muji (polecam przeszukanie youtube pod kątem "Muji makeup storage") i trochę się nią zaraziłam :).
Wiem, że łatwo do głupotek z Muji zrazić się na przykład pod wpływem snobki ;), ale warto zapoznać się z ich ofertą, bo produkty są naprawdę dobrej jakości!
A oto mój najnowszy nabytek: organizer na biurko utrzymany w typowym stylu tego japońskiego producenta.
Moje kosmetyki kolorowe mieszkają w szufladkach Muji z przeźroczystego tworzywa, które ułożone są jedna na drugiej. Dzięki temu można z łatwością zobaczyć nawet bez otwierania gdzie jest jaki kosmetyk. Szufladki zajmują stosunkowo małomiejsca i moim zdaniem sprawdzają się lepiej niż wszelkie inne pudełka. Muji nie jest drogą firmą, przynajmniej w Wielkiej Brytanii. Wiele blogów i kanałów na youtube jakiś czas temu ogarnęła istna gorączka Muji (polecam przeszukanie youtube pod kątem "Muji makeup storage") i trochę się nią zaraziłam :).
Wiem, że łatwo do głupotek z Muji zrazić się na przykład pod wpływem snobki ;), ale warto zapoznać się z ich ofertą, bo produkty są naprawdę dobrej jakości!
A oto mój najnowszy nabytek: organizer na biurko utrzymany w typowym stylu tego japońskiego producenta.
niedziela, 22 stycznia 2012
Wyniki rozdania
Tangle teezer powędruje do................
jest mi niezmiernie miło, że znalazłyście dla mnie czas i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej :)
Pozdrawiam serdecznie!
Olathe
Gratuluję i bardzo dziękuję za wszystkie komentarze,jest mi niezmiernie miło, że znalazłyście dla mnie czas i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej :)
Pozdrawiam serdecznie!
Użyłam narzędzia ze strony http://www.barryfunenglish.com do wyboru losowego autora.
piątek, 20 stycznia 2012
Ultraszybkie rozdanie na początek :)
Postanowiłam, że na "dobry początek" zrobię małe rozdanie, ponieważ jest to pierwsze rozdanie na moim blogu, to będzie tylko jedna nagroda, ale za to jaka... mityczna szczotka do włosów Tangle Teezer, w kolorze Disco Purple (zdjęcie pochodzi ze strony tangleteezer.com).
Sama jestem szczęśliwą posiadaczką tej niesamowitej szczotki: ona dosłownie płynie przez włosy, nawet najbardziej suche i skołtunione. Ta szczotka wygląda jak zgrzebło :) albo coś do czesania raczej psów niż włosów, ale już wiem, że nigdy nie będę zainteresowana niczym innym. Nie rozumiem do końca dlaczego ona tak wspaniale działa, ale nie wyrywa włosów, łagodnie rozplątuje supełki. Używałam jej zarówno na sucho, jak i na mokro - dzięki temu, że jest z plastiku, można z łatwością ją myć. Nie zauważyłam po ponad roku używania jakichkolwiek zmian w jej jakości. Jest lekka, więc można ją wziąć zarówno do torebki, jak i w podróż (nie będzie piszczeć na lotnisku ;)). Tangle teezer świetnie nadaje się też do czesania z odżywką (rozprowadzania produktu na mokrych włosach). Ze względu na fascynację metodą Curly Girl nie czeszę włosów prawie wcale, ale jeśli czasem muszę poradzić sobie z konkretnym węzłem, to wówczas tylko tangle teezer może mnie uratować :)
Tak czy inaczej, koniec gadania,
czas na reguły tego rozdania:
1. Musisz być moim publicznym obserwatorem, aby wziąć udział w rozdaniu.
2. Aby wziąć udział w rozdaniu, dodaj pod tą notką komentarz z odpowiedzią na pytanie "Jaki tusz do rzęs polecam i dlaczego?" (Jeden "los" na osobę).
3. Za dodanie linka lub linków do notek z autorskimi zdjęciami rzęs pomalowanych poleconym tuszem otrzymuje się dodatkowy los (jeden bez względu na ilość linków!).
4. Osoba, której komentarz wybiorę jako najciekawszy dostanie pięć dodatkowych losów, a ja zakupię nowy tusz :)
5. Na zgłoszenia czekam do 22.01.2012 do 23:59:00 ;) czasu brytyjskiego.
6. Rozdanie jest międzynarodowe.
Zapraszam do rozdania i powodzenia!
czwartek, 19 stycznia 2012
Kilka słów o BB kremie Garniera
Od razu muszę zaznaczyć - nie będzie to pełnowymiarowa recenzja, bo do mojej dyspozycji była tylko próbka (którą zamówiłam za darmo ze strony Boots'a - perfumerii popularnej w Anglii), a ponadto nigdy nie miałam do czynienia z "prawdziwym" BB kremem z rynku azjatyckiego.
BB kremy to cudowne produkty, łączące w sobie właściwości pielęgnacyjne i upiększające. Bardzo często mają dużą ilość naturalnych ekstraktów, więc powinny odżywiać skórę (jak krem), a nie tylko ją matować i kryć (jak podkład). BB krem Garnier wszedł na rynek brytyjski z wielką pompą - jego reklama pojawiała się dosłownie co chwilę w TV.
BB kremy to cudowne produkty, łączące w sobie właściwości pielęgnacyjne i upiększające. Bardzo często mają dużą ilość naturalnych ekstraktów, więc powinny odżywiać skórę (jak krem), a nie tylko ją matować i kryć (jak podkład). BB krem Garnier wszedł na rynek brytyjski z wielką pompą - jego reklama pojawiała się dosłownie co chwilę w TV.
Bardzo chciałam spróbować Garnier Miracle Skin Perfector, chociaż coś w głowie dzwoniło mi "były już kremy tonujące i nigdy ich nie polubiłam". I szczerze mówiąc, ten Garnier niewiele różni się od tych kremów. Po pierwsze jest przerażająco ciemny w opakowaniu (jestem bladziochem). Co prawda dobrze się rozprowadza i kolor "stapia się" z cerą, ale mimo wszystko troszkę przyciemnia. Po drugie, silikon jest w nim dobrze wyczuwalny - taka "smarowna" konsystencja. Zapach jest nieco sztuczny, słodki, ale w sumie świeży i przyjemny, chociaż niezbyt luksusowy. Nie zauważyłam jakiegokolwiek krycia (a aktualnie używam i uwielbiam Bourjois Healthy Mix). BB krem Garnier nie pozostawia smug, ale głównie dlatego, że go wcale nie widać ;). Na pewno bez problemu można poprawiać go w ciągu dnia, nawet palcami. Oznacza to jednak, że ten bb krem nie maskuje cieni pod oczami, zaczerwienień, nie mówiąc już o wypryskach.
Muszę przyznać się ze wstydem, że na bakier jestem ze stosowaniem SPF. Nie znoszę porannej filtrowej męczarni i kiedyś pewnie za to zapłacę. Garnier ma SPF 15. Konsystencja jest raczej musowa, silikonowa, niż oleista czy tłusta. Krem zdecydowanie nie podkreślił suchych skórek, chociaż bardzo wysoko w składzie ma alkohol (może pewnie wysuszać lub podrażniać!).
Zdecydowanie nie kupię tego produktu także ze względu na skład: wspomniany denat, tona silikonów i właściwie nic ciekawego. Ten produkt nie zniechęcił mnie do spróbowania w przyszłości innych kremów BB, ale zdecydowanie nie dołączy do mojej kolekcji kosmetyków. Cieszę się, że wpadła mi w ręce jego próbka i już jutro rano zamieszczę kilka zdjęć pozwalających na zapoznanie się z odcieniem light (który jest stosunkowo ciemny i dosyć pomarańczowy).
A oto i spóźnione swatche zrobione w świetle dziennym, na drugim zdjęciu dla porównania dodałam 51 i 52 Healthy Mix Bourjois.
niedziela, 8 stycznia 2012
Kosmetyczne zakupy tego weekendu
Jednym z moich noworocznych postanowień jest ograniczenie do niezbędnego minimum zakupów ciuchowych i kosmetycznych. Mam ogromną ilość produktów i naprawdę nie potrzebuję nic nowego w tym momencie... ale nie byłabym sobą, gdybym nie nagięła tego zakazu chociaż odrobinkę.
Wśród moich najnowszych nabytków jest lakier nawierzchniowy typu crackle (pękający) w kolorze srebrnym (metalicznym) z firmy 17 zakupiony w Bootsie. Jestem w tym lakierze naprawdę zakochana - ma świetną, niegumiastą konsystencję, szybko schnie i pięknie utrzymuje się na paznokciach. Pęka co prawda w dosyć duże płaty, ale za to obwiniałabym jak na razie raczej mój brak umiejętności. Nakładam go na ciemny lakier, co daje naprawdę fajny efekt. Niestety na razie nie mogę pokazać paznokci, bo są krótkie i dosyć obrzydliwe :)
Drugi zakup to czepek do odżywki - taki foliowy, srebrny, który rzekomo ma zatrzymywać ciepło i podnosić efektywność nałożonej maski, ja oczekuję od niego większej trwałości niż tych najtanszych czepków z przezroczystej folii, a jeśli dodatkowo będzie zatrzymywał ciepło, to tym lepiej dla mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

